Krainy Elfów - SirdarZwój I
O podróżach, wróżbach z dzieciństwa i o celu owej wyprawy.
Tak więc wyruszyłem. Kreślę te słowa siedząc na pokładzie ''Białej Panny'', galeonu będącego w posiadaniu Kumara, syna Deepaka, w świecie szeroko znanego kupca z Shivajinagar, wprawnie zaś dowodzonego przez nader doświadczonego kapitana Bala, syna Girisha.
Trochę boję się tej podróży, co zasadniczo jest mi uczuciem obcym, bo w końcu to nie pierwszyzna dla mnie wybierać się w obce strony z sakwą i pergaminami. A jednak tym razem wiem - czuję - że będzie inaczej, że coś się wydarzy i spełni się przepowiednia, którą usłyszałem lat temu zgoła trzydzieści.
Byłem wtedy małym chłopcem jeno, chowanym w domu naszym rodzinnym w Madanpur i nie w głowie były mi podróże dalsze niż do murów miejskich. Stało się jednak tak pewnego dnia, że spotkałem w biel odzianego bramina, ba, zwyczajnie wpadłem nań i w szatę obfitą się zaplątałem. Zachwiał się ów jegomość nieco, bo starszy już był i włosy przyprószone miał siwizną, z rąk wypadł mu pakunek i rozsypała się wróżbiarska mozaika na bruk. Pochyliłem się wtedy i chciałem szybko zabrać do naprawieni szkody, ale ów powstrzymał mnie i przyjrzał się bacznie leżącym pięciokątom. Zamilkł zupełnie, stał jak wryty, jakby słuchał innych głosów niż jazgot szewskiej ulicy. Pamiętam to tak dokładnie, gdy nagle spojrzał mi w oczy i rzekł ''uważaj Umeshu, bacz gdzie pędzisz i gdzie wiatr cię niesie, może się bowiem zdarzyć, iż któregoś dnia pobierzysz tak daleko, iż wrócić nie zdołasz''. Potem odesłał mię, a ja przestraszony wielce uciekłem. Wszak wiedza wszyscy, jak przepowiednie Daivy, w dzieciństwie zasłyszane, na przyszły los potrafią wpłynąć.
Dlatego właśnie za każdym razem gdy w nową podróż wyruszam dopada mię wahanie, i pytanie rodzi się w głowie. Czy to jest ten początek, który będzie ostatnim? Być może...
Ale dość i basta, czas odpędzić mi myśli niewesołe. Tattvie dzięki, nie jest to trudne, wystarczy miast na sobie, skupić się na pięknie otaczającego nas świata. Żagle napięte, wiatr gra na wantach, niebo lazurowe nad nami, a ja mrużę oczy patrząc jak morze skrzy się do mię swą falistą skórą. Ciekawym strasznie, jak będzie Tam? Czy podobnie jak u nas i równie pięknie?
Same pytania, ale cóż począć, w końcu udaję się do Sirdaru, państwa elfickiego o którym w Raashtram wiemy tak mało, zbyt mało. Zaznajomieni jesteśmy aż za dobrze z Islayem, z wojowniczym Islayem, z wiecznie intrygującym i knującym Islayem, z Islayem zdrajcą i oszustem. Znamy piękno Ahadii, piękno jej sztuki, piękno ich śpiewu, wiemy też jak chłodne są serca ich ludu. A Sirdar? Cóż wiemy o kraju najmłodszego z piątki rodzeństwa? Tak niewiele... Nigdy nie widziałem sirdarskiej rzeźby, nie czytałem pieśni, ba! nie widziałem nawet kompletnej mapy. Kiedy poszperałem nieco w starych dokumentach i pergaminach okazało się też, iż Imperium nasze z Sirdarem nigdy nie wojowało. Tak jakby miast okeanosa i skrawka nędznego Islayu bariera jakaś nieprzenikniona dzieliła te dwie krainy, na dobre i złe.
Rozpytywałem zwykłych żeglarzy i prawdziwych wilków morskich o tej sprawie i kiedy zazwyczaj konfabulują oni ponad miarę i na prawdziwość ich relacji brać trzeba specjalną poprawkę, tym razem wyjątkową zgodność zauważyłem w ich wypowiedziach. Wszyscy bowiem, jak jeden mąż, powtarzają, iż nie warto się zapuszczać na wody okeanosa dalej niż za Wyspy Trędowatych, a ktokolwiek podjął próbę i udał się wzdłuż sridarskich klifów dalej na południe niż do K'thy Nija - nie powrócił.
Tak więc pełen pychy, za którą, w co wierzę i o co się modliłem w najznamienitszej jego świątyni w Ambudhi, Daiva mię nie skaże, postaram się w miarę mych możliwości uzupełnić braki w tej wiedzy i tyle ile zdołam na karty naniosę. ''Biała Panna'' płynie do K'thy Nija właśnie, jedynego sirdarskiego portu, który znamy i w którym znajdują się faktorie handlowe Raashtramczyków i z rzadka innych. Tak się bowiem składa, iż do dziesięcioleci Raashtramczyk nie postawił stopy na sirdarskiej ziemi poza obrębem tego miasta. Mam nadzieję, że mi się ta sztuka uda, jest bowiem ktoś, kto mi to obiecał, ryzykując wiele i choć to elf wierzę, że przysięgi swej dotrzyma. Jeśli zaś nie, mam przy sobie plik dokumentów i jako kurier domu bankowego Vimal i Vikas postaram się na ląd dostać.
Tak więc wracając do naszej o tej krainie wiedzy. Wiemy co oni od nas kupują, wiemy co nam sprzedają, i pozwala to na snucie kilku domysłów na temat ich gospodarzenia. Ilość owoców i oliwy, oraz przedniego wina świadczy o tym, iż klimat u nich ciepłym być musi, ziemie zaś żyzne również są w ich posiadaniu, zaś sady i winnice - zajmują spore powierzchnie. Mięsa solonego sprzedają nam mnóstwo, zakonserwowanego w sposób jakiego my nie znamy, nie psuje się ono i wielkie ma zalety odżywcze dlatego, co wiem z pewnego źródła, zdarza się, że nasza armia dokonuje jego zakupów nie przyznając się do tego głośno. Jednak futer ani skór oni nie sprzedają, wynika więc z tego, że sami je zużywają w wielkiej ilości. Populacja ludzka tak wielką jak w Islayu zapewne też nie jest, bo w końcu elfowie mięsa nie jedzą a ludzie tak i z tego wnioskuję iż nie ma kto tego wyrobu tam spożywać, skoro nim na potęgę handlują. Od nas zaś chętnie kupują płótna i inne tkackie wyroby najlepsze, a także metale wszelkiej maści i wszystko co z nich zrobione, przy czym zastanawiające jest to, iż w tej materii preferują rzeczy kiepskiej jakości i liczy się tylko ich ilość. Szydzą z nich z tej przyczyny niektórzy kupcy, ja zaś mniemam, że niesłusznie i przeczuwam jakiś cel w takim postępowaniu. Tyle zasłyszałem płynąc z Ambudhi do Shivajinagar, od kupców w portach, reszty zaś postaram dowiedzieć się na miejscu.
|