Krainy Elfów - IslayIslay i Raashtram
Ludzie wspominają ten czas jako swoją arkadię, utraconą świetność, czas potęgi. Dla elfów był to czas chaosu i zagrożenia - oto wyparto ich z ich własnych ziem, do tego uczynili to ich byli niewolnicy.
Elfy ze strzaskanych resztek swojego dawnego imperium próbowały wznieść państwa, mające być ich arkami ratunkowymi, ocalić je przed zagładą. Imperium zawiodło, jego Droga zawiodła, potrzebna była nowa i każde z państw musiało taką dla siebie znaleźć. Każdy z trzech założycieli pozostawił swoim spadkobiercom własną wizję przyszłości. Ledwie setkę lat trwali u władzy w swoich domenach - po tej setce lat wszyscy trzej zniknęli jednej nocy. W ciągu następnych dziesięciu lat dolinę Drzewa pokrył lodowiec i tak powstała legenda o powrocie Czterech Braci na miejsce śmierci siostry - czy prawdziwa, tego nikt i nigdy nie będzie wiedzieć. O Sirdarze i Ahadii powiedziano gdzie indziej, czas opowiedzieć o największym i najbardziej nieprzejednanym wrogu Człowieka - o Sidhe z Islayu.
Było ich zastraszająco mało i oczywiste dla wszystkich było, że następna wojna - a graniczyli przecież z ludźmi bezpośrednio - będzie dla nich zagładą. Utrzymywanie licznej i zawodowej armii złożonej całkowicie z Sidhe było wykluczone, państwo czekałaby śmierć z głodu. Tak więc po raz pierwszy dopuszczono do narodzenia się Atanich, których objęto ścisłą kontrolą i indoktrynacją. Narzucono drakońskie akty ludnościowe, nakładające kary pełnych konfiskat dla rodzin kobiet, które nie urodziły trojga dzieci. Zmilitaryzowano cały Trzeci i Drugi Dom, ludzi poddano ścisłej kontroli, część ich dzieci wynosząc ponad resztę niewolników i za przywileje kupując ich wierność jako wojska. Przemiany wewnątrz Islayu trwały cztery setki lat, po których wynurzyło się państwo dość bliskie obecnemu. A potem... Sidhe czekali jak tylko oni potrafią. Czekali sześć setek lat do chwili upadku starego Raashtram, przypieczętowanego zdradą krasnoludów. Historię zniewolenia Raashtram, późniejszego powstania odnowionego królestwa oraz narodzenia się legendy Wanaada opowiedziano gdzie indziej - nie powiedziano natomiast, że owa wojna wybuchła w czasie gwałtownego ochłodzenia się stosunków z Ahadią, kiedy to pięć tysięcy żołnierzy Islayu (na pięćdziesiąt tysięcy w całej wystawionej wówczas armii) skierowanych być musiało na granicę. Islay przegrał - znowu. Obecnie Sidhe robią to, co potrafią robić jak nikt inny - czekają. Wiedzą przecież, że w końcu się doczekają, prawda?
Bramin mówi: rzeka niesie łódź i rybę. Łódź zawraca i ryba zawraca, lecz rzeka nigdy nie zawraca. Oto przepłynąłem wszystkie rzeki i mówię: żadna z nich już nie istnieje.
Cztery Domy - ustrój społeczno-polityczny
Społeczeństwo Sidhe dzieli się na cztery Domy.
Dom Czwarty to elfy żyjące z pracy własnych rąk - rzemieślnicy, rzeźbiarze, aktorzy, muzykanci, architekci, kupcy, pisarze, czasem - w rzadkich wypadkach - rolnicy. Tu zaznaczyć trzeba, że nie są to elfy, które zajmują się swoimi chwilowymi zainteresowaniami, ale normalnymi zawodami. Architekt wywodzący się z Czwartego Domu nie jest architektem dla przyjemności, ale aby zarobić na życie, a projektować będzie raczej koszary, domy komunalne czy wodociągi, niż pałace czy wielkie pomniki - może co najwyżej znaleźć się w świcie architekta Drugiego Domu, zajmującego się prawdziwie wielkimi projektami. Elfy Czwartego Domu żyją około 140 lat i o ile ogólnie zalicza się ich do społeczeństwa Sidhe, to nie używa się tego słowa mówiąc o nich jako o klasie społecznej. Atani formalnie należą do Czwartego Domu.
Dom Trzeci to Sidhe, mogący się utrzymać bez pracy własnych rąk - szlachta. Tu przynależą posiadacze ziemscy, starożytne rody rycerskie, bogaci kupcy, w końcu wszelkiego rodzaju majętni Sidhe. Kasta ta jest silnie zmilitaryzowana, wszyscy niemal wywodzący się z niej mężczyźni przed podjęciem (lub nie) jakichkolwiek innych zajęć przechodzą przez służbę wojskową. Członków tej kasty nazywa się formalnie Sidhe, ale tylko w wyjątkowych wypadkach usłyszy się członka Drugiego Domu zwracającego się tak do członka Trzeciego. Tertiari żyją średnio około 400 lat, ale zdarzają się pochodzący z tego Domu Obywatele. Z tego stanu wywodzi się większość kapłanów i magów.
Dom Drugi to magnateria. W tej chwili w jego szeregi liczy się dwadzieścia siedem rodów, z czego osiemnaście zarządza prowincjami Islayu (Baronowie), piętnaście zaś to rody artystów, wojskowych czy ogólnie pojmowanych polityków. Sidhe z tych rodów i pochodzący z głównej linii żyją najczęściej blisko 1000 lat, z nich wywodzi się zdecydowana większość Obywateli i Demagogów. To te rody tradycyjnie obsadzają najważniejsze funkcje w państwie, jak urząd Strategosa i Polemarchy. Magnateria to (według siebie) prawdziwi Sidhe.
Dom Pierwszy to ród królewski. Królowa, Książe Małżonek i ich dziedzicząca potomkini są Obywatelami ipso facto. Poza tym ród królewski to marionetki bez większego znaczenia.
Ludzie nie należą do żadnego Domu - ich oficjalny status to własność, są poniżej Antro. Wbrew propagandzie Raashtram nie żyje im się bardzo źle. To prawda - muszą oddawać kobiety na matki Atanich, ale takie narodziny są najczęściej dobrze rekompensowane. Spomiędzy nich wybierane są ofiary i zwierzyna łowna w zabawach bogaczy, ale o tym, kto zostanie oddany elfom decydują ludzie we własnych radach, będąc niemal zawsze w stanie oddać Sidhe tylko złodziei, gwałcicieli i morderców.
W przeciwieństwie do pańszczyźnianego chłopstwa Raashtram, ludzie w Islayu mają gwarantowane pięć wolnych dni w miesiącu, których przydział ustalają rady. Ludzie mają obowiązek oddać każdego syna powyżej pierwszego do armii Islayu, co z kolei pozwala utrzymać nietkniętym ich podział majątku. Wprawdzie formalnie coś takiego jak własność ludzi nie jest przez prawo rozpoznawane (sami są własnością, wszystko co należy do nich, należy do ich właściciela), ale w praktyce niektórzy z nich dochodzą do bardzo znacznego bogactwa. Wszystko to - plus demonizowane opowieści o potwornym wyzysku chłopstwa przez raashtramskich kapłanów - sprawia, że ludzie w Islayu nienawidzą swoich panów raczej w sensie instytucjonalnym, kulturowym, nie zaś osobistą i gorącą nienawiścią, która groziłaby buntem. W czasie wojny rekrutowane spomiędzy nich oddziały mają bardzo przyzwoite morale i bynajmniej - jak chcieliby raashtramczycy - nie są gotowe do jak najszybszego przejścia na stronę wroga.
Bramin mówi: odejmij mi rękę i żyć będę. Odejmij mi nogę i żyć będę. Odejmij wszystkie me członki i żyć będę. Odejmij mi jednak głowę i umrę.
|