Imasha
- Imasha,
nareszcie! Wszyscy na was czekają. - Wiem, wiem - niemłoda już
kobieta odpięła pas z mieczem i rzuciła obok odłożonego wcześniej
plecaka. - Niestety nie mogliśmy być wcześniej. Raj musiał się zająć
bezdusznymi, których spotkaliśmy po drodze. Coraz więcej cholerstwa
kreci się po traktach i wsiach. Skąd się to bierze. Cos czuje że
nasi "Mądrzy" w tym roku będą mieli ciężki orzech do zgryzienia.
Ludzie zaczynają popadać w lekką paranoje. Znów słyszy się głosy o
powrocie Przeklętego, ponoć ma się odrodzić. Raj mówi że to
pierdoły, ale prostym ludziom nie wytłumaczysz.
Imasha szła wolno przez obozowisko. Ludzie krzątali się
prawie w zupełniej ciszy. Wszystkie rozmowy prowadzone były prawie
szeptem, nawet zwierzęta zachowywały się bardzo spokojnie jakby nie
chciały zakłócać mającej się rozpocząć uroczystości. Od strony
stojących na wzgórzu ustawionych w kręgi kolumn doszedł cichy
zaśpiew dobywający się z setek gardeł. Jakiś silniejszy głos
intonował pieśń. Powietrze zgęstniało, ustał nawet najlżejszy
podmuch wiatru, nagle zrobiło się strasznie gorąco i duszno. W kręgu
błysnęły pojedyncze, małe płomienie. Wszyscy w obozie zwrócili wzrok
w kierunku "świątyni". Ich twarze zastygły niby wykute z kamienia.
Można było w nich dostrzec strach, oczekiwanie - Czy tym razem się
uda ? Czy "Przeklęty" nadal zostanie uwięziony? MoyokoYani spraw
żeby nie otwarło się jego więzienie.
Siostry i
Bracia! - głos Arcymaga rozległ się wśród kolumn, uciszając inne
głosy - oto spotykamy się w 148 rocznice objawienia się Przeklętego.
Niechlubna to dla nas data, ale jest dla nas przestrogą i
przypomnieniem, że nawet wśród magów zdarzyć się może zdrajca i
renegat tak potężny, że jego obecność wstrząśnie podstawami naszego
świata. Przybyliśmy tu aby jak co pięć lat odnowić moc rytuału i
wymienić nasze spostrzeżenia dotyczące miejsc w których żyjemy i po
których podróżujemy. Ostatni z nas przybyli niedawno ale już są tu z
nami czas wiec rozpocząć ceremonie. - Odziane w białe szaty postacie
poruszyły się, powoli Bramini utworzyli wokół centralnej kolumny
pięć kręgów. Powietrze zadrgało pierwsze głosy poniosły ku niebu
modlitwę, do nich dołączały kolejne. Bramy Domów otwierały się
powoli, moc wypełniała powoli każdą piędź ziemi, każdy haust
powietrza stawał się gorący od esencji magii. Pięć postaci w
środkowym kręgu wzniosło ręce. - Mocą pieczęci Daivy otaczam twój
umysł Przeklęty, aby żadna myśl w nim nie powstała! - Głos arcymaga
wzniósł się ku bezchmurnemu niebu z siła tysięcy gardeł. -
Przeklinamy cię na wieki, oby twa dusza pozostała w otchłani. - jak
jeden mąż odpowiedzieli zgromadzeni. Kolejny głos wypowiadający
słowa rytuału należał do arcymagini - Mocą pieczęci Purushy zamykam
twe oczy, aby nigdy nie ujrzały światła słońca ni gwiazd. -
Przeklinamy cię na wieki, oby twa dusza pozostała w otchłani. -
Mocą pieczęci Kalayaany odbieram siły twemu ciału aby nigdy nie
skalało swą obecnością ziemi po której i my chodzimy. - Bramy Domów
magii otwarły się szeroko, moc nie płynęła strumieniem, wdzierała
się do świata niczym rwąca rzeka, ujarzmiana przez tysiące umysłów
zgromadzonych w jednym miejscu i dla jednego celu, dosięgając swego
przeznaczenia zmieniała się w stalowe okowy. - Przeklinamy cię
na wieki, oby twa dusza pozostała w otchłani. - Mocą pieczęci
Anvity zamykam twe serce, niechaj nigdy nie zagości w nim cień
uczucia. - potężnie zbudowana postać uderzyła swym kosturem o
ziemie, wyrywając z jej trzewi jęk bólu. - Przeklinamy cię na
wieki, oby twa dusza pozostała w otchłani. - Mocą pieczęci Mula
Tattvy odbieram siłę w twych członkach, oby nigdy twe nogi nie
poruszyły się a twe ręce nie uczyniły żadnego gestu. - na czystym
dotąd niebie zaczęły kłębić się burzowe chmury, w kolumny uderzyły
pioruny, huk grzmotu był jak agonalny ryk giganta, umierającego już
całe wieki, wiatr dął z siłą huraganu. - Przeklinamy cię na
wieki, oby twa dusza pozostała w otchłani. - głos setek, silniejszy
niż wicher i burza, potężny i władczy trwał jakby zawieszony przez
kilka uderzeń serca. Kiedy ucichł, ucichło wszystko, znikła burza i
wicher, ziemia przestała drżeć. Bramy zamykały swe wierzeje, magia
znikała, odchodziła.....
- Co teraz ? - Nowy był
chyba jeszcze w szoku po tym co ujrzały jego oczy. - Hmm... -
Imasha siedziała zadumana - ano niewiele, teraz odpoczną i od jutra
zaczną obrady, które zgodnie z ceremonią potrwają przez cztery dni.
Mają nad czym się rozwodzić, wszystkie sprawy Rashtraam które się
nagromadziły od pięciu lat, dotyczące Ich i nie tylko. Jeśli tylko
masz cierpliwość możesz się temu przysłuchiwać, ale ostrzegam że
każdy z Braminów może mówić wiele i nudno, poza tym i tak wielu
rzeczy o jakich mówią nie da się zrozumieć. Najważniejsze pewnie
usłyszysz od swojego podopiecznego. A później po zakończeniu wydaje
mnie się, będziemy mieli co robić. Jako strażnicy Domu Anvita
najlepiej wraz ze swoimi magami jesteśmy przygotowani do "zadań w
terenie", więc wyruszymy na poszukiwania przyczyn pojawienia się
tylu bezdusznych - uśmiechnęła się - Dom Kalayana pewnie ma problem,
jeśli chodzi o bezdusznych, to ich "wychowankowie" muszą ich
tworzyć. Słyszałam ze mają sądzić jakiś "Wędrowny Szpital Kalayany"
ponoć też sobie pogrywali nieładnie, skupowali nielegalnie ciała i
jakieś tam bzdury. Biedni mistrzowie Domu zawsze mają najwięcej
problemów. No a teraz Nowy dobrej nocy Ci życzę, niech Anvita
strzeże twych snów. Od tej magii czuje się strasznie zmęczona i
śpiąca. - Strażniczka wstała, odchodząc poklepała młodzieńca po
ramieniu uśmiechając się do niego. Nowy patrzył na nią lekko
załzawionymi od dymu ogniska oczyma - Ciekawe czy mnie też uda się
przeżyć aż tyle, chciałbym Imasha abyśmy spotkali się tu znów,
MoyokoYani spójrz na mnie przychylnym okiem.
Obrady trwały, Nowy słuchał, opowieści strażników, ludzi w
obozie, obrad magów ale i tak zawsze wracał najchętniej do ogniska
przy którym niemłoda już kobieta snuła opowieść o jedności - o sobie
i Raju, jej podopiecznym. Od zawsze chciał ja poznać, koniec końców
byli legendą, wspólnie przeżyli wiele, więcej niż inni. Przecież
nikt nie był na tym zgromadzeniu po raz trzydziesty.
Michał "Mały" Chlewicki
|