NOWOŚCI AUTORZYKONTAKT

Dżamila - Opowieść o dziewczynce, która zgubiła skrzydła

Był kiedyś taki chłopiec, któremu się przyśniło, że jest motylem, a kiedy się obudził nie wiedział czy jest chłopcem, któremu się śniło, że jest motylem, czy motylem, któremu się śniło, że jest chłopcem.

Aurelion

-Aurelion, to ja Dżamila, już idę!
Był dla niej całym światem. Wszystkim, co znała i czego potrzebowała. Opiekował się nią, nauczył ją chodzić, gdy zgubiła swe skrzydła. Był jej życiem i miłością. Była z nim bardzo szczęśliwa. Zawsze razem i tylko we dwoje, odkąd pamiętała.
-Tyle razy mówiłem ci, żebyś wracała przed zmrokiem. Wiesz Dżamilo, że się o ciebie martwię.
On przed nią nie miał nikogo. Kiedy się pojawiła, pustka w jego sercu nagle się wypełniła. Zaczął tęsknić. Chciał, żeby na zawsze została przy nim, taka, jaką była, jego Dżamilą, ale nigdy jej tego nie powiedział. Nie potrafił okazywać uczuć. Nie znał ich dopóki jej nie spotkał.
-Ale ja nie chciałam, żebyś się martwił, wiesz? Ale tam przyszło tyle ludzi i oni są tacy mili! Chciałam z nimi porozmawiać. I oni tańczyli bez grania i śpiewania, ale ja i tak myślę, że ty ładniej tańczysz. A jeszcze był taki pan, który miał ładną czapkę i mi ją pożyczył i był taki fajny! A potem przyszłam do ciebie, ale wiesz, że mnie bolą trochę nogi i musiałam iść powoli, ale za niedługo będę miała skrzydła i nie będziesz musiał na mnie długo czekać, wiesz?
-Już dobrze. Najważniejsze, że ci się nic nie stało. Pamiętaj, uważaj na siebie i nie przychodź już tak późno.
-Dobrze. A tęskniłeś za mną?
-Tak, bardzo. A teraz idź spać.
-A przyśnią mi się skrzydła?
-Nie wiem, może przyśni ci się nawet Sinna.
Aurelion dużo jej opowiadał o Sinnie, swym Mistrzu. Sinna był ostatnim ze smoków. Jedynym, któremu Moyocoyani nie odebrał skrzydeł. Dżamila wierzyła, że jej skrzydła wkrótce zostaną zwrócone. Nie wiedziała, że Daiva przygotował dla niej inny los...
Teraz jednak nie myślała o tym. Pierwszy raz w życiu pojawiło się wokół niej tylu ludzi. Od czasu, kiedy to Moyocoyani zapłakał nad tą krainą, zaczęły tu zjeżdżać tłumy. Aurelion był bardzo zajęty studiowaniem ksiąg i do tego ogromnie zmęczony. Od kilku dni nie mógł zaznać spokojnego snu. Jego Mistrz wyjawiał mu, co miało nastąpić. Dlatego łatwo się zgodził, kiedy Dżamila zapragnęła poznać nowo przybyłych do krainy.
-Tylko pamiętaj, wróć przed zmrokiem i uważaj na siebie.
-Dobrze. Czekaj tu na mnie. Będę strasznie tęsknić. A opowiesz mi o Sinnie jak wrócę?
-Tak, opowiem.
Nigdy wcześniej się nie uśmiechał. To ona go tego nauczyła. Uwielbiała jego opowieści, a on ubóstwiał patrzeć, z jakim zainteresowaniem i zachwytem ich słucha. Jeszcze nie wyszła z domu, a on już do tego tęsknił. Dał się pocałować w policzek i wrócił do swych ksiąg kiedy ona kuśtykając ruszyła ku swej ostatniej przygodzie...

Wódz Dakoitów

Dakoici to lud koczowniczy, strażnicy dziedzictwa Vanaada. Zawiłości historii nauczyły ich mieć w pogardzie Atanich, pół-elfy, jako świadectwo zdrady i hańby rodzaju ludzkiego, dlatego też nienawidzili Aureliona zanim ich ścieżki się skrzyżowały. Dżamilę jednak pokochali, jak tylko się zjawiła w ich życiu.
-Niebo bezchmurne, konie się pasą - piękny to kraj dla nomada - westchnął Wódz.
Zawsze marzyła o tym, żeby jeździć na wspaniałym, wielkim rumaku; przynajmniej dopóki nie będzie miała skrzydeł. Uwielbiała konie i dlatego bardzo cieszyła się na każdą wizytę w dakoickiej wiosce. Najbardziej polubiła Wodza, a i on promieniał na jej widok. Gdy tylko się zjawiała, zostawiał wszystkie sprawy i szedł z nią na przejażdżkę na wspaniałym Kalimie. Pewnego dnia opowiedział jej legendę, która już do końca życia mieszkała w jej sercu. Była to historia o cudownym koniu, który kopytami krzesał srebrzyste iskry, a długą, gęstą grzywą czesał chmury. A było to jeszcze w czasie, gdy na świecie nie było nic, poza stepem, niebem i chmurami. Pewnego dnia koń ten spotkał na swej drodze człowieka, tak maleńkiego, że mógł go z łatwością zamienić w zapomnienie. Nie zrobił jednak tego, gdyż nie chciał być dla nikogo wrogiem i nie miał ku temu powodu. Człowiek ten podszedł do niego i dotknął jego kopyta, na co koń ukląkł przed nim w znaku pokory, bowiem wiedział, że stoi przed nim sam Moyocoyani. Naznaczył on swą boską ręką owe cudne zwierzę.
Potem, gdy na świat przyszli ludzie, przodkowie Dakoitów, Jedyny podarował im pięć klaczy, wśród nich tę Pierwszą. Od tego czasu wszystkie święte konie ludu dakoickiego noszą na czole znak strzały skierowanej w dół, ku stepom, których dotykają i w górę, ku chmurom, które czeszą grzywami.
Kalim był naznaczony gwiazdą. Dżamila pokochała go równie bardzo jak Wodza Dakoitów, któremu pisane było dopełnić jej przeznaczenia. Nie było bowiem miłości większej i czystszej od tej, jaką darzyła Aureliona i nawet największe dziwy i cuda świata nie były w stanie sprawić, by zapomniała.

  1,2,3,4  Następna

C 2001-2009 Flamberg
Layout by designboot, skin by Mariusz 'Monku' Zawadzki, Beautiful Silk icons created by Mark James, Code by Drupal