NOWOŚCI AUTORZYKONTAKT

Krainy Elfów - Ahadia

list I

Airetaari, dnia 21 miesiąca martwej ziemi ery Anshargal

Melda Ada,
Drogi Ojcze, przepraszam Cię, że tak długo znaku życia nie dawałem. O zrozumienie Cię proszę, bowiem podróż, choć długa i uciążliwa, zaowocowała przybyciem do najcudowniejszego miejsca na ziemi jakie znam. Kochany Ojcze, wiem jak bardzo się wzdragałeś przed wysłaniem mnie na nauki do odległej Ahadii, ale gdybyś tylko tutaj był, wierz mi, Aire warte jest po tysiąckroć trudów podróży przez niechętny Islay i złota, w które tak hojnie mnie zaopatrzyłeś. Tyle cudów już me oczy ujrzały i drżę cały na myśl o innych, które jeszcze ujrzę. O nich przyjaciel nasz wspólny, u którego jak wiesz zamieszkałem, w długie zimowe wieczory mi opowiada. Tyle słów, tyle wrażeń, tyle myśli na pergamin się ciśnie, że trudno zacząć. Nie będę Cię tedy zanudzał szczegółami podróży, a zacznę od chwili, gdy stopa ma dotknęła ahadyjskiego lądu. Już z oddali lśnią śnieżnobiałe mury Tiris niczym górski lodowiec. U wejścia do zatoki, do której dojścia bronią zdradzieckie skały, przemyślni Ahadyjczycy zbudowali fort, który strzeże bezpieczeństwa miasta i portu przed piratami, których wielu, wstyd to przyznać, łupi statki na rozkaz sirdarskich i islayskich możnych. Na dodatek zaś, nad owego portu masywnymi murami góruje strzelista wieża, na której szczycie zapalony jest ogień, który żeglarzom wskazuje drogę do bezpiecznej przystani.

Ach, Ada, gdybyś widział owe mrowie statków i okrętów, owe różnojęzyczne tłumy ludzi, elfów i krasnoludów, to bogactwo najprzeróżniejszych towarów. Gdybyś poczuł ten zniewalający zapach kosztownych zamorskich pachnideł, korzeni i morskiej bryzy. Gdybyś tylko zobaczył te proste, jasne ulice pełne dumnych mieszkańców Tiris. Czy wiesz, że nie widziałem ani jednego żebrzącego i nie strach tutaj nawet w środku nocy wracać z uczty na spoczynek. Jakże to niezwykłe i odmienne od tego do czego przyzwyczaiło nas życie w Ashmapuri, gdzie na każdym kroku musisz opędzać się od natrętnych żebraków. Musisz wiedzieć, że Dungor Neithan - książę, z którego gościny tu korzystam, dzięki swym znajomościom, zdobył dla mnie przepustkę i swobodnie całe Tiris zwiedzać mogłem. Zapewniam Cię, że rzadki to przywilej udzielany jedynie zaufanym i sprawdzonym przyjaciołom. Miałem więc okazję podziwiać nie tylko rezydencję naszego przyjaciela, bogactwo dzielnicy portowej i kupieckiej, lecz dopuszczono mnie również w mury świątyni Telumehtar Sinna. Majestatu jej nie są w stanie opisać słowa. Jej mury zdają się emanować niebiańskim spokojem a ona sama jawi się jak góra albo księżyc. Dzieło to raczej bogów niż śmiertelników. Sam mur wokół owej świątyni podziw dla jego twórców budzi. Cały pokryty jest płaskorzeźbami, które przedstawiają żywot Sinny - Gwiezdnego Wojownika, Brata Elfów - ich patrona. Harmonii kształtów samej świątyni nie dorównuje nic com dotychczas widział. A wszystko com w Raashtram oglądał, jawi mi się prostackie i prymitywne niczym cyrkowa buda. Doskonałości i piękna posągów, których tysiące ją wypełniają, nie sposób oddać. Te ryciny, które razem w domu oglądaliśmy są tylko marnym ich naśladownictwem. Tu trzeba być, by poczuć jak cztery millennia spoglądają na człeka oczyma tych posągów. Złożyłem hojny datek na rzecz świątyni, żeby sprawy nasze, o których przed wyjazdem rozmawialiśmy, przychylność bogów zyskały. Zda mi się, że stąd modły śmiertelnika łacniej będą wysłuchane. Wszak najstarsza to znana świątynia Piątki. Zwiedziłem sale, w których modlili się władcy Ahadii i ostatni Ensi - władca wielkiego państwa elfów zwanego przez Ahadyjczyków Kemnaro Kemi - Ziemia Ziem, które upadło za sprawą ludzi, i na którego gruzach powstało Raashtram oraz cienie dawnego imperium - Ahadia, Sirdar i Islay. Dzięki naszemu przyjacielowi dopuszczono mnie również do skarbca świątyni. Widziałem tam miecz, o którego Petr Verkai padł i inne cuda tam zgromadzone, o których nie sposób pisać. Niezwykłe jest jak elfy potrafią w przedmiotach zakląć piękno. Żałuję, że nam ludziom tej cechy tak brakuje. Długo by pisać o ucztach i balach, na których gościłem towarzysząc naszemu przyjacielowi. Jakże odmienne są one od tego, do czego przyzwyczaiło mnie życie w stolicy. Tutaj nikt nie rzuca się na jadło jak wygłodzony wilk. Nikt nie spada pod stół straciwszy od trunków świadomość. Nikt też nie załatwia swych potrzeb przy kominku, jak pamiętasz kto był zrobił to dwa lata temu na przyjęciu po Twym awansie na dworze. Nikt nie opowiada rubasznych dykteryjek, po których damy ze wstydem spuszczają oczy, a na licach wykwita rumieniec. Tu jest, Ada, zupełnie inaczej. Jadło jest wyśmienite, a sposób jego przyrządzania całkowicie inny niż u nas. Każda potrawa na półmisku jest jak dzieło sztuki. Kucharze wielce są poszukiwani i cenieni, a imiona ich wymienia się jednym tchem obok rzeźbiarzy, poetów i śpiewaków. Zauważyłem jednak, że tak jak nami, czasem powoduje Ahadyjczykami, jak pewnie i elfami w ogóle, dobrze nam znana zawiść i zazdrość. Każda więc uczta i bal stara się przyćmić pamięć o poprzednich, lecz na szczęście nie przybiera to tak groteskowych form jak u nas w stolicy. Z pewnością pamiętasz, Ojcze, bal, po którym wysłano wiesz kogo na placówkę na wschód, gdy rajskie ptaki, które uświetnić miały swym śpiewem ucztę, miast tego zanieczyściły balowe stroje uczestników.

Tu, w Ahadii, istnieje pewien kodeks tego, co przystoi, a co nie. Nasz przyjaciel próbował mi to wytłumaczyć ale zbyt słabo znam jeszcze język by w pełni to pojąć. Książe zaś mówi, że choć biegle włada naszą mową to nie znajduje w niej słów by wyrazić to co ma na myśli. Tu zda mi się tkwi przyczyna niezrozumienia między naszymi ludami. Gdybyśmy tylko potrafili wznieść się na ich wyżyny...

Z tego jednak co pojąłem, Ada, chodzi o to, że piękno tkwi w prostocie i umiarze. Inaczej tego ująć nie potrafię, choć Książe tłumaczył mi to cały wieczór, pokazując co jest avare i co nie jest avare. Wertowałem również traktaty, które w bibliotece Księcia znalazłem, lecz i one nie oświeciły mnie. Avare znaczy piękne, skromne, żywe, pełne, uczciwe, prawdziwe, właściwe i autentyczne. Zdumiewające, jak jedno słowo wiele znaczeń nieść może. Różnice między avare i nie-avare są tak ulotne, że nie podejmuję się trudu opisania ich Tobie. Musze się jednak pochwalić, iż Książe rzekł mi, że choć nie znam zasad, to instynktownie czuję co jest avare. Wielką dumą napełniły te słowa me serce, bo jak się zorientowałem, Książe uważany jest za autorytet w tej dziedzinie. Podobnie jak i u nas, jedna uczta, jeden bal, jedna rozmowa może wznieść cię na wyżyny albo strącić w niełaskę. Kluczem jest właśnie avare. Dlatego też wielka wagę przywiązują Ahadyjczycy tak do stroju, jak manier i słów. Nikt, kto nie zna avare albo o nim zapomni nie może liczyć na zaszczyty i szacunek. Książe opowiadał mi, że wielu tak naprawdę nie rozumie avare, lecz mają bystrych doradców, pośród których prym wiodą poeci. Do każdej uczty szykują się niczym do bitwy. Szlifują celność i prostotę swych uwag. Starają się przygotować na każdą ewentualność by nie dać się zaskoczyć i celnie spuentować czyjąś opowieść. Ważny jest nie tylko dobór słów, lecz również intonacja i gesty, które słowom towarzyszą. Jeden zbędny ruch może spowodować, że słowa staną się nie-avare a to zaważyć może na karierze. Dlatego myślę, elfy zdają się nam tak powściągliwe i chłodne w obejściu. Ten chłód i powściągliwość jest tylko skorupą tego, czym jest avare. Nie znaczy to jednak, że elfy nie okazują swych uczuć. Okazują je, lecz muszą być one avare. Rzadko elfy tracą panowanie nad sobą do tego stopnia, by wzorem naszych ''szlachetnych'' współbraci spory swe kończyć rzucając się sobie do gardeł. Choć słyszałem, że pojedynki zdarzają się tutaj często.
Jaka szkoda, że nie potrafię przekazać mymi słowami tego co czuję, gdy słyszę elfią poezję, której znajomość jest wręcz obowiązkiem w wyższych sferach w Ahadii. Jedno słowo dźwięczy setką znaczeń i skojarzeń, i łącząc się z innym jak perły w naszyjniku tworzy coś tak niesamowicie złożonego, że pęka serce i z oczu płyną łzy szczęścia bądź smutku. To jest avare. Nie jest tak Ojcze, że elfy, skoro w poezji się miłują, więcej cech niewiast niż mężów mają. Plotkami są wszystkie te opowieści, które słyszeliśmy w stolicy.

  1,2,3,4,5,6,7,8,9  Następna

C 2001-2009 Flamberg
Layout by designboot, skin by Mariusz 'Monku' Zawadzki, Beautiful Silk icons created by Mark James, Code by Drupal